O autorze
Jestem Lodzermenschem. Pochodzę z wielokulturowej rodziny. Taki mariaż zaowocował naprawdę wybuchową mieszanką. Ojcu zawdzięczam wspaniałe nazwisko, instynkt polityczny i umiejętność poruszania się w życiu publicznym. Z wykształcenia jestem prawnikiem. Ukończyłam Uniwersytet Gdański. Interesuję się marketingiem politycznym i kreowaniem wizerunku osób publicznych. Skutecznie doradzałam w kampaniach wyborczych wspierając kandydatów w wyborach parlamentarnych i samorządowych. Nie mam patentu na rację, ani poglądów tak konserwatywnych jak mój tato. Moją intencją jest prowokować do dyskusji i refleksji. Mam nadzieję, że skutecznie.

Precz ze szkodnikami czyli o porządku w mieście.

Szkoda dla was szkodniki zmieniać Łódź. Żal restaurować budynki, zmieniać infrastrukturę, malować elewacje i porządkować chodniki. I tak wszystko zaplujecie, upaprzecie, zamażecie i obszczacie. Taka myśl po dzisiejszej przechadzce po Piotrkowskiej.

Idę Piotrkowską. To reprezentacyjna ulica Łodzi. Teraz częściowo w remoncie. Ludzi sporo, przemykają między koparkami. Jest południe.



W okolicach Hotelu Grand cały chodnik usłany ulotkami. Z dwóch koszy wylewają się śmieci i wspomniane ulotki. Przechodnie niefrasobliwie depczą po nich.
Podchodzę do pracownika hotelu, który właśnie stanął w drzwiach. Pytam, czy nie przeszkadza mu taki śmietnik. A on mi na to: "Chyba pani żartuje !" No cóż, raczej mało to śmieszne, biorąc pod uwagę, że właśnie teraz w Łodzi trwają dwa ważne wydarzenia: Fashion Week i Festiwal Designu.

Dobra, daję za wygraną i idę dalej. W międzyczasie mijam grupę obcokrajowców. Wprawdzie chcą skorzystać z kosza, ale nie da rady. Wypchany po brzegi. Co więc robią? Zostawiają wszystko na wystającej witrynie sklepowej. Jeden z nich łypie na mnie widząc pewnie moją minę i pokazuje mi zapełniony śmietnik. Gdzie są służby miejskie myślę...

Idę dalej, zmieniając się ze spacerowicza w tropiciela brudasów.

Zanim doszłam do Piotrkowskiej 104 - czyli siedziby urzędu miasta, zdążyłam zwrócić uwagę kilku wyrostkom, wytwornej paniusi z jamnikiem (domyślacie się za co) i jeszcze paru delikwentom. Jeden z nich, niewzruszony ilością ludzi próbował odlać się w jednej z bram. Wszędzie pety, poprzyklejane ogłoszenia i umazane witryny.

W trakcie mojej przechadzki spotykam znajomych. Idziemy dalej razem. Wszyscy mamy podobne spostrzeżenia. Śmiejąc się i planując wieczorne spotkanie docieramy pod bramę urzędu.

I tu naszym oczom ukazuje się widok, który jest ukoronowaniem całej tej opowieści. Świeżutko odmalowana brama wejściowa do reprezentacyjnego budynku Urzędu Miasta Łodzi zasprejowana i zabazgrana !

Kurtyna....
Trwa ładowanie komentarzy...