Operacja Maroko

Mapa Maroka
Mapa Maroka www.google.pl
Nie nadaję się do zorganizowanego wypoczynku. Plackiem na plaży nie poleżę. Zwiedzanie na czas, niekoniecznie tego co mnie interesuje też jest słabe. Byłam na tego typu wyjazdach i zawsze wracałam zmęczona, z przekonaniem, że zmarnowałam czas i kasę. Z ciągle niespełniającą się obietnicą powrotu do tych miejsc na własnych warunkach. Dlatego tym razem postanowiłam zorganizować wyjazd spontanicznie. Bez biur podróży, pośredników i doradców. Wyszła z tego niesamowita wyprawa. Paczka zgranych przyjaciół, zacięcie do poszukiwania informacji, wujek google i wyjazd gotowy. Teraz wszystko to co przeżyliśmy postaram się opisać w skondensowany sposób, jako podpowiedź dla poszukiwaczy wrażeń.

Wielbicieli przygód namawiam na Maroko. Ale nie takie, jakie ogląda się z leżaka na plaży w Agadirze, sącząc drinka z palemką w wersji „all inclusiv”. Kupcie przewodnik, zarezerwujcie bilety i w drogę. Niezapomniany czas, piękne miejsca, cudowne jedzenie i szczypta orientu - mieszanka wystarczająca, aby przeżyć przygodę.
Każdy ma jakieś wyobrażenia o miejscach, do których jeszcze nie dotarł. Dla mnie Maroko to była nieśmiertelna „Casablanca” z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman. W trakcie ustalania trasy i wyszukiwania w internecie wiadomości o planowanych miejscach postoju okazało się, że z tą Casablancą to wielka ściema. Cały film kręcony był w studiu, a niezapomniana scena pożegnania na lotnisku – w Los Angeles.

Nasz plan podróży wyglądał tak: Casablanca, Rabat, Tanger, Chefchaouen (Szafszawan), Fes, Marrakesz (Marrakech), As-Sawira (Essaouira).



Bilety kupiliśmy przez http://www.skyscanner.pl/ Lot do Casablanki przez Paryż trwał około 6 godzin.
Na lotnisku wynajęliśmy samochód – w najlepszej cenie była Dacia Duster. Dobry wybór biorąc pod uwagę spory bagażnik, napęd na cztery koła i klimatyzację, bez której nie da się podróżować. I tu pierwsza ważna wskazówka. Przed odebraniem umowy obfotografujcie auto z każdej strony. Nam przy odbiorze próbowano wmówić kilka wgnieceń. Sporo to kosztuje !



Przez tydzień przejechaliśmy równo 2000 km. Jazda samochodem to kolejne wyzwanie. Myślę, że każdy kto zamierza poruszać się po marokańskich drogach powinien obowiązkowo opanować wyścigi samochodowe na Playstation. Wsiadając do auta zapomnij o regułach i znakach drogowych. Rozglądaj się dookoła i staraj przewidzieć jaki manewr wykona za chwilę kierowca obok. O przejściach dla pieszych zapomnij. Łażą wszędzie i bez względu na ilość jadących pojazdów. Do tego dochodzą jeszcze skutery i rowery. Uliczna dżungla w wersji hard. Ale jak widać da się przeżyć.

Na autostradach, których jest naprawdę sporo, należy bezwzględnie przestrzegać dozwolonej prędkości (120 km/h). Jest mnóstwo policji i ciężko się wykręcić. Każdy mandat słono kosztuje. Szkoda na nie kasy.
Na co jeszcze uważać ? Na „fałszywych przewodników”, od których roi się w każdej medinie. Ponieważ w gąszczu uliczek łatwo się zgubić, zaraz wyrasta wokół kilku pomocników. Czasem niestety to jedyna możliwość wyplątania się z labiryntu, ale warto wtedy ustalić cenę przed skorzystaniem z usługi. Nie zadowoleni z zapłaty potrafią opluć.

Pieniądze i paszport warto trzymać zabezpieczone. Kiedy przeciskasz się w tłumie łatwo zostać bez portfela. A o tłum – sztuczny lub prawdziwy – nie jest tam trudno. Jeśli robicie zdjęcie postarajcie się zapytać obiekt czy sobie tego życzy, raczej się zgadzają, ale często kosztuje to 5 MAD (dirhamy).
Co do pieniędzy najlepiej zabrać Euro i wymieniać na miejscu.



Maroko często nazywane jest bramą Afryki. Jest egzotyczne, ale europejskie zarazem. Szczególnie w dużych miastach czuć przenikające się tradycje i kultury. Mimo wszystko warto przestrzegać zwyczajów charakterystycznych dla krajów arabskich. Wchodząc do meczetów zakryć ramiona i dekolt. Nic nas to nie kosztuje, a pokazuje szacunek do ich tradycji. Starajmy się też używać do jedzenia i podawania pieniędzy prawej ręki. Lewa dłoń jest „nieczysta”.
Językiem, w którym najłatwiej porozumieć się z marokańczykami oprócz arabskiego jest francuski.

My trafiliśmy tam akurat w okresie ramadanu. Nie jest to żaden kłopot. Warto tylko zaopatrzyć się w wodę mineralną i coś do jedzenia, bowiem prawdziwa uczta zaczyna się po zmroku i trwa do wschodu słońca. Ma to również swoje mocne strony. Jedzenie w Maroku jest wyśmienite, gdyby nie ograniczał nas post, pewnie wrócilibyśmy o wiele ciężsi. Poza tym pamiętajmy o sieci hipermarketów, w których nawet w czasie ramadanu można spokojnie kupić wszystko. Oczywiście króluje Carrefour.

Noclegi bukowane były przez www.booking.com i za każdym razem trafialiśmy bez pudła. Oczywiście nie mówię o trafianiu na miejsce, bo z tym bywało różnie. Chodzi mi bardziej o standard hotelu w stosunku do oferty prezentowanej w sieci.
Jeśli chodzi o docieranie do celu, to na przykład hotelu w Casablance szukaliśmy ponad dwie godziny. Warto więc mieć dokładną mapę albo działający gps. Z pytaniem o drogę bywa różnie, natomiast nie mogę powiedzieć żeby miejscowi nie byli pomocni lub nieuprzejmi. Po prostu każdy mówi co innego i pokazuje w innym kierunku. To po prostu trzeba przeżyć !




c.d.n.
Trwa ładowanie komentarzy...